Erotyczny blog, seks dziennik

Przygoda na wakacjach

Tegoroczne wakacje były w życiu Romana T. szczególne. Opowiedział mi o wszystkim w małej knajpce w Międzyzdrojach, gdzie przytrafiła mu się całkiem banalna, a jednocześnie bardzo niezwykła przygoda. Przyjechał tu po raz drugi, by porozmyślać i powspominać. Zastałem go nad szklanką piwa, w nastroju melancholijnym, ale nie tak tragicznym, jak można by się spodziewać.
Przygoda na wakacjach

- Czas robi swoje - powiedział.

- Przyjechałem, bo zacząłem zapominać o niej. I prawdę powiedziawszy, wydaje mi się teraz, że to wszystko było snem. Pięknym i namiętnym, ale zupełnie nierealnym epizodem.

Sam nie wiem... chwilami wydaje mi się, że wszystko sobie wymyśliłem. Tak się złożyło, że w lipcu przyjechał do Międzyzdrojów sam; żona i synek w ostatniej chwili musieli zrezygnować, ale tylko na ten tydzień. Potem mieli w planach jeszcze dziesięć dni u rodziny na Mazurach. Nic szczególnego, wszystko jak od wielu, wielu lat. Trochę się wzbraniał... co miał robić sam przez tyle dni? Zawsze na wczasy jeździli razem. Żona jednak go przekonała. Cały rok ciężko pracował. Do piętnastej na etacie magazyniera w fabryce tworzyw sztucznych, po obiedzie we własnej firmie jako mechanik samochodowy. Należy ci się relaks nad morzem - nalegała żona. I miała rację. Pierwszego dnia wyspał się solidnie, a drugiego miał stłuczkę. Właśnie wyruszył w stronę centrum, gdy przed maską jego poloneza przeszła ona. Z jednej strony ulicy na drugą. Do dziś nie umie powiedzieć, co się wtedy stało. Nagle stracił poczucie rzeczywistości. Wpadł w otchłań prowadzącą do innego wymiaru. Przestał cokolwiek słyszeć, przestał widzieć cokolwiek innego, niż ona. Była drobna i szczupła, z wielką czupryną utapirowanych ciemnych włosów, miała czekoladową skórę i ubrana była zaledwie w kilka skrawków białego materiału. Stracił oddech na jej widok, zaraz potem brutalny łomot przywrócił go do rzeczywistości. Wjechał na betonowy słupek i tylko dlatego, że prędkość była bardzo mała -skończyło się na stłuczonym reflektorze i pogiętej blasze. Uderzył też nosem w kierownicę, a niezwykła kobieta, na widok której stracił głowę, okazała się lekarzem. Nie musiał w ogóle się wysilać, by ją poznać.

Zaraz zaprosił ją na kawę. Serce mu łomotało w skroniach, żołądek zamienił się w kamień - nie wiedział, co robić, co chcieć, jak się zachować. - Nie mam pojęcia, panie Marianie - powiedział - dlaczego, w jaki sposób, ale po prostu zakochałem się w niej. Od jednego spojrzenia, w jednym momencie. Wydała mi się najważniejszą osobą pod słońcem. I co dziwniejsze - zupełnie nie była w moim typie. Ja lubię blondynki, takie nieco mięciutkie, o cienkiej, delikatnej, jasnej skórze i łagodnym usposobieniu. Taka jest moja żona. Piękna, subtelna i aksamitna.Tymczasem Bożena była dokładnie inna. Szczupła, o urodzie cyganki, ze skórą twardą, napiętą, z czarnymi brwiami, dynamiczna i energiczna, decydująca o sobie niezależnie od wszystkiego. Miała niski głos i przenikliwe spojrzenie. Normalnie nigdy bym na taką kobietę nie zwrócił uwagi. I do tego jeszcze z wyższym wykształceniem. Tymczasem ja jestem zaledwie po szkole zasadniczej, rozumie pan? A Jednak ona wpatrywała się we mnie jak w obraz. Od razu na pierwszym spotkaniu przyznała się, że nie może ukrywać dziwnej emocji, jaka się w niej nagle narodziła. To tak, powiedziała, jakbyśmy się znali od dawna. Może znaliśmy się w poprzednim wcieleniu? - żartowała. A ja nie miałem pojęcia o swoich poprzednich wcieleniach.

Czy ja w ogóle miałem jakieś poprzednie wcielenie? Powiedziałem tylko, że nie wiem co się ze mną dzieje, ale jedyne czego pragnę, to nie rozstawać się z nią.I już się nie rozstawali. Pięć dni i pięć nocy spędzili razem. Rozmawiali, jedli, spacerowali trzymając się za ręce i kochali się, ko­chali prawie bez przerwy. Na wszelkie możliwe sposoby.- Nie miałem pojęcia, że można tak, że można tak namiętnie, tak dużo i tak żarliwie się kochać - powiedział Roman.Zwierzył mi się ze szczegółów tych szalonych nocy, bo tylko opowiadając o swoich przeżyciach mógł się nimi nasycić. Tylko to mu zostało. Z Bożeną mieli się już nigdy nie spotkać. Po pierwszej nocy, delikatnej, nieśmiałej i pełnej zahamowań, powiedział jej, że ma żonę i synka. Tymczasem Bożena była wolna.- Całe życie - powiedziała - czekałam na tego jedynego, i to jesteś ty. Nie muszę się zastanawiać nad tym, wiem, czuję to, i to jest zupełnie poza moim rozumem. Czekałam na ciebie. Pragnę cię.- Wezmę rozwód - postanowi. - Będziemy ze sobą na zawsze.-Ale ty- Bożena wtuliła się w jego ramie - ty przecież nigdy o niej nie zapomnisz, będziesz się gryzł tym że ją rzuciłeś, że twój synek nie ma normalnej rodziny, i do tego wszystkiego wiem, że kochasz swoją żonę, znam cię przecież dobrze, widzę cię na wskroś...- Jestem gotów poświecić wszystko.- Ale na tym nie zbudujemy szczęścia Bożena otarła łzy. - Na tym nie zbudujemy niczego. Zmarnujemy życie swoje i twojej rodziny. Wiem, że ty dobrze o tym wiesz. Cieszmy się sobą, póki możemy - wyszeptała w końcu, zapłakana i zagubiona. - Skoro los dał nam siebie na kilka dni, nie odrzucajmy tego.I spędzili najwspanialsze wakacje swego życia.- Chcę robię z tobą wszystko to, co zapragniesz. Dam ci to, czego jeszcze nie zaznałeś od żadnej kobiety-szeptała mu, gdy stali nago pod prysznicem. - Musimy poznać takie rozkosze, które na zawsze pozostaną tylko dla nas. Róbmy ze sobą to, czego nigdy jeszcze z nikim nie robiliśmy.Bożena była niezwykle mocno owłosiona. Włosy z łona rozpełzały się jej na wewnętrzne strony ud i wysoko w górę brzucha, ponad pępek.

Po raz pierwszy odczuwał rozkosz płynącą z pieszczoty takiego owłosionego ciała. Z dreszczem docierał do lepkiej szparki schowanej w wilgotnej gęstwinie pomiędzy nogami. Nie musiał powtarzać, że z żadną inną nie doznawałby takich emocji, bo żadna owłosiona kobieta nie byłaby w stanie go zainteresować. Nurzał w tych włosach twarz, wylizywał cierpką, gorącą szparkę, docierał językiem do suchej dziurki w pupie. Z nikim tego jeszcze nie robił.Bożena usiadła odbytem na jego kona­rze i kochali się w ten niezwykły sposób powoli, znajdując w tym prawdziwe ukojenie. Kiedy wytrysnął w nią potężny ładunek spermy, krzyczała z rozkoszy, cały czas bowiem drażniła swoją łechtaczkę.W środku nocy kochali się na stojąco w morzu. Dopóki poczynali sobie ostrożnie i rozważnie- udawało im się utrzymywać równowagę. Gdy tylko jednak zapamiętali się - fale przewróciły ich, morze zawładnęło nimi w jednej chwili. Potem ona ustawiła się na czworakach i pozwalała jemu wchodzić to do pupy, to do cipki, podczas gdy fale opłukiwały ich systematycznie, a uderzenia spienionej wody były jak spotęgowane ruchy ciał.

W pewnym momencie Roman poczuł się tak, jakby kopulował nie tylko z Bożeną, ale i z wodą, która utworzyła razem z nimi erotyczny trójkąt.Potem przyszło im do głowy, że nigdy jeszcze nie zabawiali się wibratorem. Kupili dwa egzemplarze w budzie z seksualnymi akcesoriami. Bożena miała tak mocne orgazmy, gdy przykładała sobie czubek wibrującego fallusa do łechtaczki, że nie umiała opanować głośnego krzyku, którego potem trochę się wstydziła. To szybkie i mocne szczytowanie obudziło w niej pomysł, by zrobić dłuższą serię orgazmów. W życiu jeszcze nie miała dwóch orgazmów pod rząd, a tym razem drgający plastykowy czubek wywołał nie tylko drugi, ale i trzeci orgazm. Jęczała i wiła się pod wibracjami okrutnego fallusa. Trwało to bardzo długo. W końcu zaczęła narzekać: "boli, boli..." Przerwał, przestraszony. A ona przez chwilę dyszała ciężko, po czym szepnęła: "jeszcze".Niespodziewanie odkryli sadystyczną perwersję. Bożena przeżyła coś dziwnego, jakąś ekstazę wymieszaną z bólem, rozkosz wynikającą bezpośrednio z cierpienia.

Następnego dnia jej łechtaczka była tak wrażliwa na dotyk, że nie mogła włożyć majtek. Teraz ona zaczęła maltretowanie. Wylizała dokładnie kutaska, pozwoliła by się spuścił prosto do jej gardła, i zaraz znów zaczęła go dręczyć. Minęło sporo czasu, nim nastąpił drugi wytrysk - skromniutki, wodnisty. I zanim kutas zwiotczał, ona znów trzymała go w ustach. Ssała, lizała, w końcu zaczęła go nagryzać... Jej zęby zaciskające się na tym delikatnym narządzie spowodowały, że niespodziewanie pojawił się kolejny orgazm. Tym razem nieomal bez wytrysku. Wypłynęła tylko jedna kropelka. A ona szorowała złowieszczo po jego członku... Potem musiał ostrożnie układać swój narząd w luźnych, bawełnianych majtkach.Teraz już otworzyły się wrota ich wyobraźni. Jakby ocknęli się w innym świecie. Przychodziły im do głowy najdziksze fantazje. Ona zapragnęła, by ją wychłostać. Nie znaleźli niczego odpowiedniego, ale Romanowi przyszedł do głowy pomysł chwycił ręcznik, zmoczył go, wykręcił i takim mokrym narzędziem zdzielił Bożenę przez plecy. Zawyła, chwyciła się za piersi, więc zaczął jej wymierzać ostre razy. Kwicząc z bólu, objęła go za biodra i chwyciła jego członka w usta.

Klęczała przed nim, więc uderzał mokrym ręcznikiem z góry, prosto pomiędzy półkule jej małych pośladków. Z satysfakcją oglądał, jak drgają po każdym ciosie, zwierają się na moment, by zaraz rozchylić w oczekiwaniu na szorstki, zimny ręcznik.Gdy Bożena już się trochę nasyciła przejęła inicjatywę. Teraz mokry ręcznik chlastał brzuch Romana, po chwili poczuł bolesne uderzenia w kutasa. Ból przeszywał jego ciało jak ostra szpila, a jednocześnie ze wszystkich stron - jakby nie z niego, tylko z zewnątrz. Bożena smagała energicznie, a przy tym tkliwie. I wtedy (sam nie wiedział, jakim cudem się to stało) wstrząsnął nim kolejny orgazm. Przyjemność połączona z bólem.- To było szaleństwo, panie Marianie, prawdziwe szaleństwo. - Roman zamówił dwa drinki. - Ale czas, jaki nam został dany, minął. Musieliśmy się rozstać. Nie spaliśmy całą noc, pieściliśmy się czule i namiętnie, rozmawialiśmy, nawet popłakaliśmy sobie. O świcie poszliśmy na plażę. Wyrzuciliśmy w morze nasze wibratory, i to był koniec. Pogrzebaliśmy naszą namiętność, nasze zauroczenie.

Staliśmy zapatrzeni w cykliczne, wieczne fale, dopóki nie poczuliśmy gorących promieni słonecznych. Nawet nie miałem siły, by ją objąć i pocałować. Podaliśmy sobie ręce. A ponieważ przez ten czas nie powiedzieliśmy sobie, gdzie mieszkamy, wiedziałem, że żegnamy się na zawsze. Ona spojrzała na mnie i powiedziała: "Było cudownie, kocham cię". A ja na to: "Kocham cię, żegnaj." Odwróciliśmy się plecami i każde poszło w swoją stronę. Wracałem do domu z rozbitą lampą, zastanawiałem się, czy dobrze zrobiłem, że nie zostałem z nią jednak, że się nie rozwiodłem. Ale kiedy żona rzuciła mi się na szyję - wszystko minęło. Wiem, że nie mogę żyć bez swojej rodziny. A bez Bożeny - mogę. Tylko trochę pusto w środku, coś dławi, czegoś brak. Między mną a moją żoną nigdy nie było i nie będzie takiej namiętności, takiego zachwytu. Sam nie wiem: przegrałem coś czy może udało nam się coś ocalić...Siedzieliśmy jeszcze długo w knajpce. Rozmawialiśmy na tematy obojętne. Na koniec naszego spotkania mój rozmówca wrócił jeszcze do wspomnień:- A może to jednak tylko sen? - powiedział. - Przyjechałem, by się nad tym wszystkim zastanowić i wie pan co, panie Marianie?Spojrzałem na niego pytająco. Uśmiechnął się.- Tęsknię do żony

Dodaj komentarz

Dodaj
Ten wpis nie posiada komentarzy. Ale Ty możesz to zmienić ;)
© 2013-2023 PRV.pl
Strona została stworzona kreatorem stron w serwisie PRV.pl